Jak giełda walczy z lękiem pandemicznym…

Kiedy mutacja Omnicron pojawiła się na horyzoncie giełdy ponownie zanurkowały. Indeksy poszły w dół w świetle narastania obaw o kolejne lockdowny i problemy z łańcuchami dostaw. Pierwsze sygnały wskazują jednak, iż nowa mutacja COVID-19 – choć bardziej zaraźliwa – jest łagodniejsza od poprzednich. Stąd rynki kapitałowe zaczęły zmieniać swoją optykę w kierunku wzrostów. Ubiegłotygodniowa analiza nastrojów na giełdach pozwala wychwycić ciekawą zależność pandemicznych trendów wśród inwestorów i walki z lękiem covidowym…

Okazuje się, że od lutego 2020 roku, po kolejnych negatywnych informacjach dotyczących dynamiki pandemii (nowa mutacja, wzrost zachorowań, etc.) następuje coraz krótszy okres spadków na giełdach (stosując m.in. nowojorski indeks S&P500 – wykres poniżej).

Wykres pokazuje zmiany procentowe indeksu S&P500 w pewnym okresie czasu. Kropki oznaczają moment odbicia na giełdzie. Linia czarna – 2 tygodnie od momentu ogłoszenia mutacji Omicron, linia zielona – 7 tygodni (wrzesień-paźdz. 2021), pomarańczowa – 10 tygodni (wrzesień – list. 2020), niebieska – 25 tygodni (luty-sierpień 2020)

Możemy zatem stwierdzić, że rynki kapitałowe zachowują się niczym nasze ciało migdałowe, które zanurza się w strefie zagrożenia i uczy przez doświadczenie. Tym samym – jak klasyczny model walki mózgu z lękiem – ekspozycja giełd na kolejne negatywne informacje dotyczące pandemii pozwala im niejako zbudować alternatywne trasy i uniknąć optymalnego zagrożenia. Stąd rynki kapitałowe przestają reagować lękiem na nowe informacje dotyczące COVID-19 wykorzystując – niczym ciało migdałowe – ,,terapię” opartą na ekspozycji.

Walka z lękiem pandemicznym pozwoliła na spektakularny wzrost wskaźników giełdowych w ciągu ostatnich dwóch lat. W tym kontekście pojawia się jednak inne zagrożenie. Indeks S&P500 wzrósł ponad 25 % w 2021 roku. Kilka dni temu podczas dyskusji z analitykami zwróciłem uwagę na wskaźnik służący do pomiaru stopy zwrotu z akcji (tzw. earnings yield – dla S&P wyniósł minus 3% – najmniej od 1947 roku). Pokazuje on ile zysku na akcję generuje spółka z każdego dolara zainwestowanego w jej akcje. Niski wynik powyższego wskaźnika oznacza, że zyski korporacyjne nie nadążają za cenami akcji i firma – przy wysokiej inflacji – nie zarabia. Generalnie ,,negatywne realne zyski” i ujemna wartość wskaźnika earnings yield są rzadkie na giełdach i występowały w przeszłości przed silnymi spadkami. Ostatni raz miało to miejsce przed pęknięciem ,,bańki technologicznej” na początku XX wieku oraz w okresie stagflacji w latach 70-tych i 80-tych. Aby trend ten został odmieniony musi nastąpić spadek inflacji ( co w krótkiej perspektywie jest nierealne) lub szybki wzrost dochodów firm (również mało prawdopodobne w sytuacji wzrostu kosztów produkcji). Jak widać zatem ,,lęki pandemiczne” inwestorów nie są ich największymi problemami…

Więcej na ten temat: