Czy racjonalność pomaga w analizie?

Sprawa wydaje się być pozornie prosta: racjonalność jest nieodzownym elementem analizowania problemu. Trudno sobie zatem wyobrazić dogłębnie przeprowadzoną analizę w sposób ,,nieracjonalny”. Kiedy jednak ,,obejrzymy” zagadnienie z kilku stron, to dojdziemy do wniosku, że istnieje zasadnicza różnica w analizie i racjonalności. Czasami to drugie, przeszkadza pierwszemu…

Z definicji: racjonalność to proces oparty na logicznym rozumowaniu. Wielokrotnie podczas mojej pracy zauważam, że eksperci wykorzystują swoje analityczne możliwości nie do analizy, lecz racjonalności, czyli dopasowywania zaobserwowanych faktów do założonych tez. Kilka dni temu podczas jednego ze spotkań dotyczących szalejącej inflacji zwróciłem uwagę na uporczywe powtarzanie jak mantrę przez przedstawicieli banków centralnych, że ma ona charakter ,,tymczasowy”. Nie zgadzam się z tą opinią, jednak jej zwolennicy – pomimo konsenkwentnie wzrastającej inflacji – znajdują kolejne ,,argumenty” popierające ich tezę o ,,tymczasowości”. Ostatnim takim argumentem ma być zaobserwowany spadek wskaźnika zwanego Baltic Dry Index (BDI) – określający koszta przewozu kontenerów. Ekonomiści często go obserwują jako korelację z inflacją. Październikowy spadek BDI ma oznaczać, że maksimum wskaźnika inflacji jest ,,za progiem”. Uważam jednak, że takie założenie jest typowym przykładem racjonalizowania problemu, gdzie dopasowujemy fakty do założonej tezy (w tym przypadku: ,,inflacja jest tymczasowa”). Przypomina mi się znane wśród ekonomistów powiedzenie: ,,jeśli wystarczająco długo torturujesz dane ekonomiczne, to w końcu przyznają ci rację…”.

Dlaczego zatem inteligentne osoby nie zawsze właściwie analizują problem? Wskaźnik IQ nie do końca bowiem koreluje z racjonalnością. Na początku XXI wieku Shane Frederick napisał doktorat, w którym dał podstawy pod nową dziedzinę nazywaną ,,nauką procesu decyzyjnego” . Opisał w nim paradygmat, który demonstruje jak trudno jest przedstawić ,,czystą analizę” unikając podstawowych ,,pułapek analitycznych”. Frederick stworzył znany wśród psychologów test zdolności kognitywnej (CRT), często nazywany w polskiej literaturze miernikiem myśli racjonalnej. Mierzy on indywidualną skłonność do stłumienia intuicyjnej i spontanicznej, ale niewłaściwej odpowiedzi na pytanie zawarte w teście. Wartość CRT nie jest jednak spójna z testem na inteligencję (IQ).

Racjonalne myślenie bowiem jest dla człowieka procesem nie tylko ,,wymagającym” lecz również ,,bolesnym”. Stąd większość ludzi stara się chodzić ,,na analityczne skróty” i korzysta intuicyjnie z gotowych rozwiązań jakimi są heurystyki czyli uproszczone metody wnioskowania. Generalnie człowiek używa swojego mózgu wtedy, kiedy ,,wszystko inne zawodzi”. Jak widać po argumentacji ,,dlaczego ludzie się nie szczepią”, kiedy tysiące innych umiera na COVID-19, niektórzy postrzegają ten organ za zupełnie zbędny…

Zatem IQ i CRT mierzą zupełnie inne rzeczy. IQ odnosi się do zdolności radzenia sobie z werbalnymi i kwantyfikowanymi mechanizmami, CRT skupia się na tym, co następuje przed tym zanim te algorytmy zostaną wykorzystane. Zgodnie z nimi osoba powinna zadać sobie pytanie, czy przed analizą faktów wzięte pod uwagę zostały alternatywne scenariusze (tezy)? Ponadto: czy po dojściu do pewnej tezy, analityk zastanowił się, czy może być ona niewłaściwa, jakie jest tego prawdopodobieństwo oraz jakie mogą być konsekwencje błędu?

Jak się okazuje wysokie IQ niewiele pomaga przed uniknięciem powyższych pułapek. Drugim ważnym powodem, dla którego działamy irracjonalnie jest to, że często wykorzystujemy nasz intelekt nie do racjonalności, lecz racjonalizowania zagadnienia. Generalnie to co racjonalizujemy dotyczy moralnych i religijnych aspektów naszego życia. Niewiele ma to jednak wspólnego z rzetelną analizą i realnym zdefiniowaniem problemu.