NATO-Rosja: Obietnica, której nie było…

Kiedy ponad 100 tysięcy rosyjskich żołnierzy stacjonuje przy granicy z Ukrainą, Władimir Putin nie tylko chce kreować nową rzeczywistość geopolityczną w Europie Wschodniej, lecz stara się również pisać historię ,,na nowo”. Robił to wielokrotnie w przeszłości, gdy odnosił się do genezy paktu Ribbentrop-Mołotow. Tym razem rosyjski prezydent powołuje się na ,,ustalenia” Związku Sowieckiego ze Stanami Zjednoczonymi. Amerykanie mieli obiecać Moskwie, iż nie dojdzie do rozszerzenia NATO na Wschód ,,nawet o cal…”. Putin mówi jednak o obietnicy, której nie było…

W 1990 roku Związek Sowiecki chylił się ku upadkowi, a ostatni sekretarz generalny KPZR Michaił Gorbaczow zabiegał w Waszyngtonie o pomoc ekonomiczną. Jednocześnie decydowała się przyszłość zjednoczenia Niemiec. W takich okolicznościach szef dyplomacji USA James Baker podczas jednego ze swoich spotkań z Gorbaczowem w Moskwie rzucił hipotetycznie, iż ,,NATO mogłoby nie rozszerzyć się nawet o cal na Wschód”. W zamian Związek Sowiecki zgodziłby się na zjednoczenie Niemiec, których obywatele zdecydowaliby następnie o przystąpieniu do Paktu Północnoatlantyckiego. Kreml – sparaliżowany walkami wewnętrznymi – nie odniósł się do amerykańskich sugestii.

Hipoteza Jamesa Bakera była przez wiele lat dyskontowana przez Rosjan jako ,,obietnica” zamrożenia rozszerzenia NATO. Sam sekretarz stanu USA wielokrotnie zaprzeczał (m.in. w swojej książce The Politics of Diplomacy), iż miała ona charakter wiążący. Nigdy też nie trafiła pod dyskusję jako formalna propozycja amerykańska na forum NATO. Co ciekawe – sam Gorbaczow w swoich notatkach z maja 1990 roku pisze: ,,Powiedziałem Bakerowi: jesteśmy świadomi waszej przychylnej opinii w sprawie intencji państw Europy Wschodniej dotyczących wycofania się z Układu Warszawskiego, aby później wstąpić do NATO…” Analizę ,,obietnicy” Bakera dogłębnie przeprowadziła w swojej książce ,,Not One Inch” amerykańska historyk Mary Sarotte (fascynująca lektura – polecam!).

Jednak w przyszłości – kiedy rosyjski establishment z Putinem na czele rozpoczął obwiniać Gorbaczowa o rozpad Związku Sowieckiego – jego ostatni prezydent zaczął ,,mącić w wodach historii”. W licznych wywiadach Gorbaczow przyznawał, że NATO nie powinno się rozszerzać, a przyjmowanie nowych członków do Sojuszu narusza ,,ducha” porozumień z 1990 roku. Tym samym były sekretarz KPZR chciałby zachować w Europie Wschodniej dawne status quo, do którego odbudowania i sformalizowania jako rosyjskiej strefy wpływów dąży dzisiaj Putin. Taka jest również obecna narracja Kremla w kontekście nacisków militarnych na Ukrainę. Rosja zabiega – według Putina – nie o strefę wpływów, lecz o ,,gwarancje” zachowania bezpieczeństwa w EŚW. Narracji tej towarzyszy intensywna militaryzacja społeczeństwa rosyjskiego, które Kreml stara się przekonać o nieuchronnym zagrożeniu zewnętrznym.

Głównym narzędziem ,,agresji” Zachodu na Rosję ma być – według Moskwy – marionetkowy rząd w Kijowie. Administracja prezydenta Zełenskiego nie jest postrzegana przez Putina jako partner do rozwiązania problemów regionalnych. Z Kremla dochodzą wyraźne sygnały, że Zełenski rządzi państwem jak kabaretem. Rosjanie argumentują, że prezydent Ukrainy kluczowe stanowiska w swojej administracji obsadził specjalistami od spektakli komediowych, a nie fachowcami w dziedzinie ekonomii, czy też bezpieczeństwa narodowego. Taka argumentacja trafia w Rosji na podatny grunt. Ukraiński portal śledczy Bihus doliczył się kilkunastu pracowników studia satyrycznego Kwartał 95, którzy zajmują ważne stanowiska w aparacie bezpieczeństwa. Należy do nich między innymi Iwan Bakanow, szef Służby Bezpieczeństwa Narodowego, a w przeszłości – dyrektor Kwartał 95. W obliczu rosyjskiej inwazji maksyma Zełenskiego, że ,,humor jest wyrazem intelektu, a w dyplomacji stanowi mocny argument” jest marnym pocieszeniem dla Ukraińców. Tym bardziej, że Władimir Putin nie zna się na żartach…

Więcej na ten temat: