,,Globalna Brytania”, Rosja i satyryk Johnson…

Niczym z powieści Johna la Carré’a rząd brytyjski ogłasza publicznie w ubiegłym tygodniu, że Kreml szykuje zamach stanu w Kijowie i ma już ,,następcę” na miejsce obecnego prezydenta Ukrainy Zełenskiego. Sprawa wygląda poważnie, gdyż Rosja zgromadziła ponad 100 tysięcy żołnierzy na granicy ukraińskiej gotowych do inwazji. Czy ona nastąpi pozostaje wciąż sprawą otwartą. Niestandardowa jest natomiast reakcja strony brytyjskiej na agresywną politykę Moskwy.

W świetle kryzysu rządowego w Londynie należy bowiem postawić cyniczne pytanie: czy faktycznie – słowami premiera Borisa Johnsona – ostatni piwot w kierunku zdecydowanych działań wobec Moskwy jest oznaką przewartościowania polityki zagranicznej w kierunku budowania ,,globalnej Brytanii” czy też chodzi o ratowanie własnej skóry? Boris Johnson nie przestał być satyrykiem, kiedy objął tekę szefa rządu. Historia jednak jest przewrotna – wygląda na to, że brytyjski premier chce zapobiec zamachowi stanu wobec innego satyryka – prezydenta Ukrainy. Tragiczne losy narodów rządzonych przez populistów pokazują jednak, że polityka to nie kabaret. Tym bardziej, że ,,profesjonalny dyktator” Putin nie zna się na żartach.

,,Globalna, antyrosyjska Brytania”

Historia stosunków rosyjsko-brytyjskich bogata jest w wiele ,,wzlotów i upadków”. Od czasu kiedy premier Thatcher stwierdziła, że Gorbaczow to ,,polityk, z którym można robić interesy”, trudno znaleźć w relacjach pomiędzy Londynem i Moskwą pozytywne akcenty. W sytuacji kiedy prezydent Biden przyznaje, że ,,mniejsza inwazja” Rosji na Ukrainę wywoła ,,mniejszą reakcję NATO”, a szef niemieckiej marynarki wojennej ubolewa nad losem Putina i twierdzi, iż ,,gospodarz Kremla” oczekuje od Zachodu ,,tylko szacunku” , rząd Johnsona wykonuje groźny piwot w kierunku Rosji. Nie jest on bynajmniej symboliczny. Brytyjczycy – w ramach koncepcji budowania po Brexicie ,,globalnej Brytanii” – chcą stać się jednym z kluczowych graczy na arenie międzynarodowej. Potrzebna jest do tego ugruntowana wiarygodność. Zatem za piwotem idą deklaracje i działania o wysłaniu dodatkowych żołnierzy oraz broni do Europy Wschodniej, w tym na Ukrainę. Johnson pręży muskuły wcielając się w uwielbianego przez niego Winstona Churchilla. Na scenie europejskiej chce wyraźnie odróżnić się od swoich niemieckich i francuskich kolegów, wskazując że Londyn jest partnerem w sferze bezpieczeństwa, na którego ,,można liczyć”. Rząd Johnsona podejmuje działania na kilku frontach. Przygotowuje ustawę nakładającą na Rosję sankcje w przypadku inwazji Ukrainy. Sekretarz obrony Ben Wallace rozpisuje się w The Times o putinowskich aspiracjach ,,osaczenia NATO”. Wpisuje Putina w koncepcje ,,etnonacjonalizmu”, gdzie Kreml wykorzystuje fałszywe twierdzenie, iż Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród. Z kolei szefowa brytyjskiej dyplomacji ,,prezentuje się” w mundurze na czołgu podczas swojej wizyty w Estonii. Jako jeden z kandydatów na ewentualnego następcę Johnsona, nie wiadomo czy bojowa postawa Liz Truss ma przestraszyć Putina, czy też daje ona sygnał swojemu szefowi, iż jest gotowa do walki o premierostwo…

W świetle największej od lat inflacji, negatywnych ekonomicznych reperkusji związanych z Brexitem, niewielu Brytyjczyków myśli o zaangażowaniu militarnym w konflikcie z Rosją. Powszechne są natomiast oczekiwania dymisji, pogrążonego w kolejnych skandalach Partygate premiera Johnsona. W samym społeczeństwie brytyjskim coraz głośniej zadawane jest pytanie: o co właściwie chodzi?

Kiedy w konserwatywnym rządzie brytyjskim narastają antyrosyjskie sentymenty, połowa nieruchomości luksusowej dzielnicy Mayfair została wykupiona przez rosyjskich oligarchów, a wielu członków Izby Lordów korzysta ze sponsorów mających powiązania z Kremlem. Tym samym nasuwa się pytanie o hipokryzję polityków, szczególnie chętnie stosowaną przez populistów. Wyjątkowo niebezpiecznym politykiem jest populista, który ma poważne problemy z utrzymaniem władzy. Groźniejszych może być jednak dwóch populistów znajdujących w tarapatach. W tym przypadku możemy wskazać na Putina i Johnsona.

Hipokryzja na szczytach władzy

Brytyjczycy znani z przywiązywania szczególnej wagi do fair-play w życiu codziennym stali się jeszcze bardziej wyczuleni podczas pandemii na hipokryzję polityków. Kiedy znaczna część społeczeństwa cierpiała z powodów lockdownów, premier Johnson i jego otoczenie imprezowali w najlepsze. Łamali tym samym zasady kwarantanny, które sami nakładali na społeczeństwo wykazując się wysokim stopniem hipokryzji. Hipokryzja na szczytach władzy wywołuje szczególny sprzeciw wśród obywateli, gdyż łamie ,,kontrakt społeczny” na bazie którego oparta jest relacja rządu ze społeczeństwem. Wszyscy bowiem powinniśmy poddawać się jednakowym wyrzeczeniom dla wspólnego dobra. Szczególnego znaczenia ,,kontrakt społeczny” nabiera w czasie pandemii, gdzie większość przestrzega obostrzeń sanitarnych. Psycholodzy społeczni stawiają hipokryzję wśród wad, których ludzie nienawidzą najbardziej i najrzadziej wybaczają.

W 2018 roku Boris Johnson na jednym ze spotkań politycznych żartował: ,,moja strategia w polityce oparta jest na zaśmieceniu kariery licznymi fałszywymi błędami, aby nikt nie wiedział, które atakować…”. Tym razem jednak ,,teflonowy Boris” popełnił ,,o jeden błąd za dużo”, który zmiecie go z urzędu…

Więcej na ten temat: