Syndrom wypalenia w pandemii

Wchodzimy w trzeci rok pandemii COVID-19, kiedy fala Omikrona sparaliżowała plany wyjazdowe oraz okres bożonarodzeniowy. Trudno zatem być zaskoczonym, że podczas naszych styczniowych powrotów do pracy czujemy wyraźne ,,wypalenie”. Przytłacza nie tylko rozczarowanie, że po przyjęciu szczepionek ,,miało być inaczej”. Część społeczeństwa czuje się ,,oszukana” obecną sytuacją. Nie tak bowiem miał wyglądać nasz ,,kontrakt społeczny”. Osoby zaszczepione chciały z powrotem otrzymać swoje życie i wrócić do pewnej formy normalności. Niezależnie od tego, jak ona ma teraz wyglądać…

Syndrom wypalenia pogłębia się zatem u większości w obliczu utrzymującego się od ponad dwóch lat wysokiego stopnia niepewności i ryzyka. W różnym zakresie dotyka on jednak kobiet i mężczyzn. Panie często argumentują (całkiem słusznie), że w obliczu pandemii i zamkniętych szkół obarczone są dodatkowymi obowiązkami związanymi z opieką nad dziećmi. Inne korzenie ,,wypalenie” mają jednak u przedstawicieli obydwu płci.

Naukowcy definiują syndrom wypalenia zawodowego w kategoriach poczucia braku efektywności, cynizmu oraz wyczerpania. Badania wskazują, że kobiety częściej identyfikują się w czasie ,,wypalenia” z uczuciem wyczerpania, a mężczyźni – cynizmu. Ostatnia cecha często kojarzona z depersonifikacją i emocjonalnym dystansowaniem się od otoczenia postrzega ludzi bardziej w charakterze przedmiotów niż partnerów życiowych. Jednak cynizm często jest postrzegany przez otoczenie jako oznaka kompetencji. Stąd w codziennych stereotypach dobrze oceniamy ,,surowego menadżera” lub ,,twardego glinę” czy też trenera, który ,,wyciska ostatnie poty” podczas treningów.

W życiu rodzinnym mężczyźni częściej odczuwają syndrom wypalenia od kobiet. Tradycyjne utożsamianie ,,męskości” z obowiązkiem utrzymania rodziny powoduje, że w sytuacjach trudnych panowie łatwiej niż ich partnerki odczuwają potrzebę ucieczki, izolacji od dzieci czy też szukania zewnętrznych fantazji. Sceptycy przyznają, że mężczyźni w tym zakresie są płcią ,,słabszą’. W rezultacie jednak widać, że kolejne pokolenia przedstawicieli płci męskiej są w coraz mniejszym stopniu przystosowane do ojcostwa.

Ciekawy wniosek wynika z badań wskazujących większą otwartość kobiet i konieczność dzielenia się problemem ,,wypalenia”. Panie są ok. 40% bardziej skłonne do rozmowy o swoich kłopotach w pracy niż panowie. Stąd mężczyźni często walczą z syndromem wypalenia w samotności, co jeszcze bardziej pogłębia problem.