Francja: Dziwne wybory prezydenckie…

Wybory prezydenckie we Francji schodzą w mediach międzynarodowych na dalszy plan w świetle rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Tymczasem prezydent Emmanuel Macron kreuję się na następcę Angeli Merkel w polityce europejskiej zakładając, że zwycięstwo ma praktycznie ,,w kieszeni”. Jednak kwietniowa elekcja głowy państwa we Francji zasadniczo różni się od poprzednich…

Dziwne wybory prezydenckie we Francji

Jesteśmy świadkami najdziwniejszych wyborów na prezydenta Francji od dekad. Główny kandydat do zwycięstwa nie ogłosił, że startuje… Walka o drugą rundę toczy się po prawej stronie sceny politycznej, gdzie poszczególni kandydaci wykorzystują populistyczne elementy spisku ,,wielkiej wymiany” społecznej na Zachodzie. W wyścigu wyborczym po raz pierwszy od założenia w 1958 roku V Republiki nie liczy się przedstawiciel francuskiej lewicy. Zmalała siła związków zawodowych, które tradycyjnie były bastionem lewicy. Partie lewicowe nie potrafiły również znaleźć rozwiązania na problemy, które coraz bardziej absorbują wyborców: emigracja i islam. Wymienione uwarunkowania powodują, że należy oczekiwać niskiej frekwencji wyborczej.

Emanuel Macron jest pewny swojej wygranej w wyborach 10 kwietnia. W pierwszej rundzie może otrzymać ok. 25% głosów. Stąd kreuje siebie na przedstawiciela partii centrowej sukcesywnie ,,puszczając oko” do elektoratu lewicowego i prawicowego. Obecny prezydent krytykuje populistyczne hasła skrajnej prawicy, które często mają akcenty rasistowskie. Szczególnie silne są sentymenty antyemigracyjne, gdzie politycy prawicowi forsują koncepcje kolonizacji Francji przez ,,ludzi z zewnątrz”. Ma to być ,,wielka wymiana”, w której obywatele państw zachodnich zostają wypierani w swoich krajach przez emigrantów muzułmańskich. Slogan „wielkiej wymiany” ma charakter doktrynalny dla środowisk białej supremacji w USA, Australii i Kanadzie. Rasistowskie nastroje tych sfer umiejętnie podsycał Donald Trump.

Jak Mohamed kolonizuje Francję

,,Nazywając swoje dziecko Mohamed kolonizujesz Francję” – uważa jeden z prawicowych kandydatów Eric Zemmour. Może on liczyć na ok 15% poparcia w pierwszej rundzie głosowania. Ten francuski dziennikarz znany jest od wielu lat ze swoich antysemickich przekonań pomimo, że sam ma korzenie żydowskie. Slogan ,,wielkiej wymiany” stanowi jedno z głównych haseł jego kampanii wyborczej. Skutecznie odbiera on zwolenników kandydatce Zjednoczenia Narodowego Marie Le Pen. Będąca jednym z głównych partnerów PiS-u w budowaniu ,,Europy narodów”, Le Pen oskarża Zemmoura o podsycanie nastrojów pronazistowskich zdając sobie sprawę, że popularność dziennikarza praktycznie pozbawia ją szans na drugą rundę. Zemmour uważa, że islam jest ,,niekompatybilny” z Francją i wyśmiewa rozróżnianie przez Le Pen ekstremizmu islamskiego i samej religii islamu. Uważa on, że pojęcia te stanowią jedną całość.

Głównym przeciwnikiem Macrona po stronie prawicy staje się jednak kandydatka Republikanów Valérie Pécresse. Partia ta dziedziczy spuściznę Chiraca i Sarkoziego oraz coraz bardziej przejmuje hasła skrajnie nacjonalistyczne. Valérie Pécresse przyznała, że ,,wymaże z mapy strefy niefrancuskie”, gdy wygra wybory. Opowiada się za zaostrzeniem kar za przestępstwa na obszarach o wysokim ich nasileniu. Ta była minister edukacji często porównywana jest w stylu prowadzenia polityki do Macrona. Podobnie jak obecny prezydent skończyła prestiżowe francuskie uczelnie oraz opowiada się za ,,silną Europą”. W kwestiach społecznych jest jednak bardziej konserwatywna sprzeciwiając się zdecydowanie emigracji i wpływom islamskim we Francji. Jej idolem jest Margaret Thatcher, która potrafiła ,,skutecznie przekonywać ludzi do swoich racji”.

Dlaczego Macron jest pewny siebie…

Emmanuel Macro jest przekonany, że Francuzi nie dadzą się uwieść sloganowi ,,wielkiej wymiany” forsowanemu przez skrajną prawicę. Poglądy Erica Zemmoura ma oceniać jako ,,debilne”, a samą konstrukcję intelektualną tego kandydata za ,,niezbyt skomplikowaną’. Urzędujący prezydent wierzy w siłę francuskiej inteligencji i klasy średniej, która nie popiera skrajnie rasistowskich przekonań. Były prezydent Francois Hollande krytykuje jednak styl polityki uprawiany przez Macrona. Czując się zdradzony politycznie przez swojego podwładnego uważa, że obecny szef państwa ,,skacze niczym żaba po liliach w swoich poglądach. Mówi to, co ludzie chcą usłyszeć” – twierdzi Hollande. Macron jest jednak pewny wygranej. Uważa, że Francja dobrze poradziła sobie z pandemią koronawirusa, a obecny europejski kryzys energetyczny – dzięki energetycy jądrowej – w mniejszym stopniu wpływa na francuskich konsumentów. Stąd Francja ma jedną z niższych inflacji w UE. Kryzys ukraiński stawia Macrona ,,po właściwej stronie historii” w odróżnieniu od innych kandydatów prawicy (Le Pen i Zemmoura), którzy wyrażali podziw dla Putina.

Urzędujący prezydent stara się ocieplić swój wizerunek. Na początku kadencji przeciwnicy polityczni nadali mu przydomek ,,Jowisz” zwracając uwagę na jego egocentryzm i ,,cesarski styl” sprawowania władzy. Porównywano Macrona do Napoleona i polityka, który oddala się od swoich wyborców. Stąd podczas licznych protestów ,,żółtych kamizelek” można było usłyszeć okrzyki: ,,Śmierć królowi!”. On jednak zwraca uwagę, że model prezydentury nazywany we Francji ,,monarchią republikańską” został wypracowany przez Charlesa de Gaulle’a w 1962 roku. Stąd prerogatywy prezydenta są najszersze w Europie. Francuzi lubią spersonalizowany styl polityki, gdzie szefem państwa jest postać ,,wyrazista”. Nie rozumiał tego poprzednik Macrona – Francois Hollande. Niskie poparcie społeczne spowodowało, że nie ubiegał się o reelekcje.

Wie o tym doskonale Macron, który całkowicie zdominował francuską przestrzeń polityczną. Atrybuty królewskie stara się z jednej strony obrócić w żart, a z drugiej – wykorzystać społecznie. Macron rozumie, że Francuzi oczekują ,,prezydenckiego” prezydenta z odrobiną monarchizmu. Stąd jego ulubionym powiedzeniem jest: ,,król cię dotknie, Bóg cię uzdrowi”. W końcu Jowisz jest tylko jeden…