,,Wakacje od kryzysu” i inflacja

Kiedy krach na rynkach kapitałowych coraz bardziej zagląda inwestorom w oczy, a ,,miękkie lądowanie” forsowane przez szefa Zarządu Rezerwy Federalnej USA Powella staję się tak samo prawdziwe, jak jego ubiegłoroczna teza o ,,tymczasowej inflacji”, największy w historii dług publiczny powoli przygniata poszczególne państwa. Dotyczy to również Polski, gdzie ponad 70 % zadłużenia znajduje się poza kontrolą parlamentu. Galopująca inflacja, podsycana stymulującą konsumpcję polityką fiskalną rządu w Warszawie powoduje, że czeka nas dekada inflacji powyżej 5 %, co jeszcze nie śni się większości ekspertów w Polsce. Większość z nich permanentnie myliła się w niedalekiej przeszłości w sprawie prognoz makroekonomicznych, powodując po ich ogłoszeniu równie permanentne ,,zaskoczenie analityków”. Czy to zatem zła prognoza, czy też zwykła polityka wychodząca naprzeciw oczekiwaniom wyborców?

Pamiętam, kiedy spotkaliśmy się w londyńskim Canary Wharf jesienią 2021 roku – przedstawiciele banków inwestycyjnych i środowiska akademickiego. Rzuciłem wtedy tezę, o spóźnionych działaniach banków centralnych (FED, ECB, BA, etc.) w sprawie podniesienia stóp procentowych. Nie jest tajemnicą, że część inwestorów od wielu miesięcy krytykowała zbyt powolne zacieśnianie QE (,,luzowanie ilościowe”) oraz niskie koszty pieniądza. Złośliwi twierdzili, że skoro ekonomiści są ,,tacy mądrzy, to czemu nie są tacy bogaci…”. Ale to tylko złośliwość. Część z nich bowiem odpowiada na ,,zapotrzebowania” polityków i nie tylko tych, którzy aktualnie sprawują władze. Taka sytuacja ma miejsce w Polsce.

Gdyby można było sobie zafundować sobie ,,wakacje od kryzysu” to świat nigdy nie doświadczałby krachów gospodarczych. Takie przekonanie jest utwierdzane wśród młodszego pokolenia Polaków. 30. i 40. latkowie nigdy nie zetknęli się ze zjawiskiem inflacji, a ich życie toczyło się na kredyt. Trudno sobie coś odmówić, kiedy ,,znajomego na to stać”. Stąd w ostatnich latach dominowała narracja zdominowana przez ,,ekspertów-naganiaczy” polskich portali gospodarczych pokazujących jak ,,Polacy rzucali się” na działki, mieszkania, złoto, etc. Wiadomo, że ludzie głupieją masowo i owczy pęd na rynkach gospodarczych zawsze kończy się jednakowo – nieszczęściem. Jak zatem powstaje krach w gospodarce?

Krachy na rynkach finansowych są niczym innym jak odzwierciedleniem społecznych manii, które przejawiają się w wielu dziedzinach życia (religia, polityka, sport, etc.). Manie gospodarcze prowadzące do tworzenia się swoistych ,,baniek” działają niczym tragedie Szekspira według ściśle określonych schematów. Każdy z aktorów ma do odegrania wyznaczone role. Możemy tutaj wyróżnić cztery główne postaci:

– ,,,promotorzy” kreujący schemat spekulacyjny w danym sektorze gospodarki (w przypadku rynku nieruchomości ,,eksperci” utrwalają hasło: ,,taniej już nie będzie!”);

– opinia publiczna, która staje się podatna na argumenty ,,promotorów”;

– media bezkrytycznie powtarzające utarte hasła;

– establishment polityczny, który czerpie zyski z tworzących się ,,baniek” umiejętnie odwracając głowę od narastających problemów.

Kluczową rolę w powyższym mechanizmie odgrywają ,,promotorzy”, kreujących się na wizjonerów szybkiego zysku namawiający opinię publiczną do ,,,wykorzystania szansy”. Społeczeństwo jest najbardziej podatne na taką argumentację w erze przełomów technologicznych (np. krach spowodowany inwestowaniem w kolej w dziewiętnastowiecznej Anglii, czy też ,,bańka internetowa” na początku XX wieku w USA) oraz w dobie globalnych kryzysów do jakich zaliczamy pandemię COVID-19.

Wielokrotnie przekonałem się podczas mojej kariery analitycznej, że ludzie wolą narrację od faktów. Jest to rzecz zupełnie naturalna, gdyż łatwiej przyswajamy dobrze opowiedzianą historię niż zbiór danych i faktów, z których należy umiejętnie wyciągnąć prawdziwe wnioski. Nie każdy z nas jest w stanie to zrobić, szczególnie jeśli wymagana jest w danej dziedzinie wiedza ekspercka. Nie trzeba zatem ,,promotorom” mocnej argumentacji m.in. na rynkach nieruchomości, twierdząc że ,,taniej nie będzie!” i kupując TERAZ można zarobić kilkanaście procent. Taka argumentacji w dobie szalejącej inflacji staje się prosta do przyswojenia dla większości spekulantów, podobnie jak dla mediów. Znaczna część dziennikarzy staje się – podobnie jak opinia publiczna – łatwym ,,łupem” promotorów wpisując się w dominującą narrację. W końcu ,,manie finansowe” odpowiadają politykom, gdyż powszechne zaangażowanie społeczeństwa na rynkach gospodarczych ma być odzwierciedleniem jego bogacenia i tym samym – sukcesem polityki rządu.

Narracja prowadząca do powstawania krachów gospodarczych nie różni się wiele. W większości przypadków oparta jest ona na istniejącym boomie technologicznym (lub innego sektora gospodarki) i łatwym kredycie. W obecnych czasach pieniądz był wyjątkowo ,,tani” , a stopy procentowe historycznie niskie, czemu towarzyszy również historycznie wysoki dług publicznych w większości państw.

Z perspektywy czasu możemy wskazać cztery symptomy tworzącego się krachu (bańki) w gospodarce:

– spekulacja dominuje główne sfery życia społecznego. Łatwo zauważyć, iż temat ,,gdzie można zarobić” pojawia się w codziennych rozmowach pomiędzy ludźmi w pracy, rodzinach;

– eksperci zajmujący się dotychczas innymi dziedzinami zmieniają swoją pracę wchodząc na rynek spekulacji, gdzie oczekują szybkich zysków;

– będący w mniejszości specjaliści ostrzegający przed narastająca bańką spotykają się z krytyką w swoim środowisku, a ich poglądy postrzegane są jako ,,przestarzałe”. Entuzjaści boomu twierdzą bowiem, że ,,teraz jest inaczej” wskazując na utwierdzające ich w optymistycznym przekonaniu argumenty;

– amnezja społeczna. Społeczeństwa, które doświadczyły skutków krachów w gospodarce są przez kolejne pokolenie bardziej ostrożne w podejmowaniu ryzyka finansowego. Można wskazać tutaj na konserwatywne inwestowanie na giełdzie w okresie powojennym w USA (wybierano tylko firmy płacące wysoką dywidendę) czy też obecny brak entuzjazmu Hiszpanów do zakupu nieruchomości (Hiszpania jest jednym z nielicznych państw OECD, gdzie mieszkania nie podrożały w czasie pandemii!). Amnezja społeczna ma również istotne znaczenie w polskiej gospodarce, która nigdy nie doświadczyła krachu na rynku mieszkaniowym, a pokolenie 30-40 latków nie pamięta, czym jest inflacja czy też wysokie bezrobocie. Trudno zatem się dziwić, że sondażowo najmniej Polaków obawiała się spłaty kredytów spekulując i generując coraz większą bańkę w mieszkaniówce.

Większość z nich obecnie liczy na ,,podzielenie się” swoim kredytem ze społeczeństwem, uważając że spekulacja na rynku nieruchomości to problem społeczny. Co zatem zrobić? Zafundować sobie ,,wakacje od kredytu” czy też zacząć poważnie walczyć z inflacją? W Polsce rządzący i opozycja już odpowiedziały na to pytanie. Zawsze bowiem najważniejsza jest narracja…