Biden na Bliskim Wschodzie – ,,NATO-bis” i I2U2

Podczas wizyty prezydenta Joe Bidena na Bliskim Wschodzie pojawił się nowy skrót: I2U2. Dyplomaci kochają posługiwać się ,,zupą” dyplomatycznych skrótów. W erze ,,dyplomacji na Twitterze” sam zawód dyplomaty traci sukcesywnie na znaczeniu. Liderzy państw mogą bowiem bezpośrednio poprzez media społecznościowe deklarować swoje stanowiska. Często ambasador rezydujący w danym kraju dowiaduje się od Gospodarzy o pozycji swojej Centrali. Stąd dominujący trend w administracji większości państw, gdzie zmniejsza się etaty w placówkach dyplomatycznych. Tym samym na znaczeniu traci ,,prestiż dyplomaty”. Do lamusa odeszły zatem czasy, gdy mówiło się, iż ,,dyplomata to taka osoba, której płaci się całkiem sporo, aby długo zastanawiała się zanim nic nie powie…”

Wracając do skrótów mistrzami ich tworzenia są organizacje międzynarodowe i USA. Przeciętny zjadacz Macdonaldów nie ma pojęcia co oznacza ICC, GCC, ACABQ, ECOSOC czy też inne ,,produkty” wspólnoty międzynarodowej. Do ,,zupy dyplomatycznej” ze znaną sobie szczodrością kolejne składniki dorzucają ostatnio Amerykanie. Nic więc dziwnego, że w czasie ubiegłotygodniowej wizyty Joe Bidena na Bliskim Wschodzie pojawił się kolejny ,,produkt” : I2U2.

Pod tym tajemniczym skrótem kryją się pierwsze litery nazw państw: Izraela, Indii, UAE (ZEA) i USA. Bazą jest ,,sojusz” regionalny skierowany przeciwko Iranowi, którego podstawę stanowi inny skrót – MEAD (Middle East Air Defense Alliance). Członkowie MEAD planują utworzenie wspólnego systemu obrony przeciwrakietowej chroniącego przed Iranem. Dotychczas ,,parasol” dla powyższej współpracy daje amerykańskie Dowództwo Centralne (CENTCOM), które koordynuje wymianę informacji sojuszników USA w zakresie zagrożenia atakami rakietowymi i w cyberprzestrzeni ze strony Iranu. W tym temacie występują jednak zasadnicze różnice pomiędzy sunnickimi państwami arabskimi i Izraelem.

Z perspektywy izraelskiej ,,regionalna integracja” sojuszników USA przeciwko Teheranowi powinna mieć charakter bardziej sformalizowany. Nie mówi się w Tel Awiwie wprost o ,,bliskowschodnim NATO”, jednak dąży do stworzenia pod egidą Waszyngtonu szeregu umów wielostronnych z państwami arabskimi. Miałyby one wykreowac architekturę bezpieczeństwa celem neutralizacji geopolitycznej pozycji Iranu. Generalnie Izrael dąży do bardziej widocznego zaangażowania ZEA, Bahrajnu, Kataru i Arabii Saudyjskiej w sojusz antyirański.

W samym establishmencie izraelskim od wielu lat zarysowują się jednak wyraźne podziały w sprawie Iranu. Tak jest również dzisiaj. Kierownictwo wywiadu wojskowego (Aman) z gen. Aharonem Halivą uważa, że należy dążyć do odnowienia porozumienia nuklearnego z Iranem, nawet jeśli będzie miało ,,wady”. Wojskowi twierdzą, że status quo jest najgorszym rozwiązaniem i prowadzi nieuchronnie do uzyskania przez Teheran bomby atomowej. Zamrożenie irańskiego programu nuklearnego ,,daje czas” Izraelowi na przygotowanie kolejnych akcji dywersyjnych. Z kolei Mossad stoi na stanowisku, że reżim w Teheranie nigdy nie porzuci ambicji nuklearnych. Zatem porozumienie w tej kwestii złagodzi sankcje nałożone na Iran i dostarczy dodatkowych środków finansowych przyspieszających militaryzację energii atomowej.

Takie stanowisko prezentowały również USA podczas ubiegłotygodniowego szczytu GCC+3 w Dżeddzie. Amerykanie spotkali się jednak z chłodnym odzewem państw arabskich. ZEA i AS nie chcą ,,formalnie” wchodzić w sojusz z Izraelem przeciwko Iranowi mając na względzie swoje interesy bilateralne. Emiratczycy i Saudyjczycy w ostatnich miesiącach poszerzyli kontakty z Irańczykami (m.in. poprzez kanał iracki), co doprowadziło do zamrożenia walk w Jemenie i poprawy relacji gospodarczych z Teheranem. Obecnie trwają dyskusje w sprawie wymiany ambasadorów ZEA i AS z Iranem. Do tego dochodzą konflikty w ramach GCC. Napięte relacje pomiędzy prezydentem ZEA Mohamedem bin Zayedem i emirem Kataru Tamimem al-Thanim powodują, że istnieje brak wzajemnego zaufania na szczytach władzy w tych państwach. Wcześniej Emiratczycy oskarżali Katarczyków, iż przekazują Iranowi niejawne informacje ustalane podczas spotkań wewnętrznych GCC. Choć – w mojej ocenie – takie oskarżenia miały charakter stricte polityczny, to faktycznie zamroziły wymianę informacji pomiędzy Abu Zabi i Ad-Dauhą.

Zatem, kiedy Arabowie i Izraelczycy mówią o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa dotyczącej Iranu, to mają na myśli inną perspektywę. Dla Tel Awiwu odnosi się ona bardziej do kontekstu multilateralnego, dla Emiratczyków i Saudyjczyków – bazuje na porozumieniach dwustronnych. W obu przypadkach nie ulega wątpliwości, że ponowne zainteresowanie USA regionem bliskowschodnim deklarowane przez Joe Bidena ma charakter tymczasowy. Tym samym Arabowie i Izraelczycy są ,,skazani na siebie” w świetle wzrastającego zagrożenia ze strony nuklearnego Iranu. I2U2 będzie jednak postrzegane przez amerykańskich partnerów bliskowschodnich bardziej w kategoriach symbolicznych niż budowania realnej architektury bezpieczeństwa. Podobnie jak koncepcja ,,bliskowschodniego NATO”.

Więcej na ten temat: