Elastyczność cenowa i inflacja

Wielokrotnie w ostatnich tygodniach spotykałem się z opiniami przedstawicieli firm, iż w obliczu szalejącej inflacji konsumenci wykazują znaczną ,,elastyczność cenową”. Krótko mówiąc – ograniczenia wydatków konsumpcyjnych są niewielkie. Sceptycy argumentują, że jest to wynik wysokich oczekiwań inflacyjnych, gdzie konsumenci ,,kupują na zapas”. Stąd ,,elastyczność cenowa” szybko się skończy. Niektórzy przedsiębiorcy twierdzą jednak, że można ,,przyzwyczaić” ludzi do wysokich cen podając przykład państw Ameryki Południowej (Argentyna, Wenezuela). Nikt nie chciałby jednak żyć w takiej gospodarce…

Przechodząc do sedna sprawy – ,,elastyczność cenowa” mierzy jak mocno konsumenci są wrażliwi na inflację. Generalnie, kiedy drożeje karton soku, to konsumenci ograniczają liczbę zakupionych sztuk lub szukają tańszego odpowiednika. Zatem, jeśli niewielki wzrost ceny towaru prowadzi do silnego spadku popytu mówimy, że jest on ,,mocno elastyczny”. Wywołuje to znaczną nerwowość u producentów. Przykładowo, kiedy Polacy ,,rzucili się” na cukier mimo znacznego wzrostu jego cen, spowodowali że produkt ten stał się wyjątkowo ,,mało elastyczny. Brawo i zysk dla cukrowni! W tym przypadku mieliśmy jednak do czynienia z wywołaną w mediach kampanią sugerująca, że ,,towaru zabraknie”. Czasami jednak produkt jest ,,mało elastyczny”, kiedy klienci świadomie chcą zapłacić więcej. Przykładem są usługi turystyczne, gdy po pandemii ludzie gotowi byli wydać większe kwoty na bilety lotnicze lub hotele. Istotny pozostaje również zasób portfela klientów. Bogatsi są ,,mniej elastyczni” o czym świadczą rekordowe zyski ze sprzedaży towarów luksusowych takich marek jak Hermes. Potwierdza to tezę, że ,,elastyczność cenowa” i inflacja są ze sobą ściśle powiązani. Biednym jednak wiatr silniej wieje w oczy…